Tomasz Słowiński ze Skierniewic, wiceprezes Polskiej Partii Piratów stara się pomóc rodzinie uchodźców z Czeczenii. Sytuacja rodziny Apti Alijeva jest dodatkowo ciężka ze względu na niepełnosprawność dzieci.
W lutym 2014 Apti Alijev i jego rodzina zostali deportowani z Berlina do Polski zgodnie z ustaleniami umowy Dublin III. Państwo Alijev mają czeczeńskie korzenie i byli zmuszeni do ucieczki z terytorium Federacji Rosyjskiej z powodu prześladowań. W 2012 roku i wjechali do strefy Schengen przez Polskę. W takich przypadkach Niemcy nie rozpatrują szczegółów sprawy, zrzekają się odpowiedzialności i deportują osoby szukające azylu do kraju, przez który wjechały do Unii. Organem odpowiedzialnym za tę decyzję był BAMF (Federalny Urząd do Spraw Migracji i Uchodźców), berlińska policja wspierała działania urzędu w zakresie deportacji. Rodzina Alijiev została zabrana i przetransportowana do polskiej granicy, gdzie przejęła ją polska policja. Było to już drugie podejście do wykonania przez berlińską policje deportacji. Za pierwszym razem, gdy funkcjonariusze berlińskiej policji zostali wysłani do wykonania deportacji odmówili wykonania polecenia ze względu na sytuację w jakiej znajdowały się dzieci tj. ze względu na ich ciężki stan zdrowia.
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i fotorelacje. Jesteśmy tam, gdzie nasi czytelnicy!
W rodzinie jest troje dzieci. Bliźnięta w wieku 4 lat oraz dziewczynka 2 lata. Dwulatka jest w znacznym stopniu niepełnosprawna. Jest prawie niewidoma i cierpiała na krwotok wewnątrzczaszkowy, który musiał być leczony w Berlinie poprzez połączenie żył tytanowym naczyniem. Leczenie dziewczynki powinno być kontynuowane jeszcze przez pewien czas, ale zostało przerwane ze względu na deportację. Czteroletnia dziewczynka nie chodzi. Rodzina miała już umówione wizyty u lekarzy z berlińskiego szpitala Charité, którzy mieli rozpocząć leczenie i doprowadzić do tego, że zacznie chodzić, niestety do leczenia nie doszło ze względu na deportacje. W takich przypadkach berlińska komisja dla uchodźców w trudnej sytuacji zazwyczaj automatycznie zajmuje się sprawą. Komisja może powiadomić odpowiedniego senatora o poważnych skutkach deportacji, co prowadzi do wydania zezwolenia na pobyt. Friedo Pflüger, członek komisji i jezuita, podjął już odpowiednie działania w tej sprawie i był pewien, że deportacja zostanie wstrzymana do momentu podjęcia decyzji, co byłoby oczywiście korzystne dla rodziny Alijev. Jednak z powodu problemów w komunikacji, informacja na temat zaangażowania w sprawę komisji dotarła do policji w momencie, kiedy deportacja była wykonywana. Wobec takiego obrotu spraw, komisja może tylko bezradnie obserwować dalszy los rodziny, która znajduje się teraz poza władzą Berlina. 17 maja Fabio Reinhardt, jeden z członków berlińskiej Izby Deputowanych i rzecznik Partii Piratów do spraw uchodźców oraz Grégory Engels, członek rady miasta Offenbach, przyjechali razem do Polski, aby wspólnie z Tomaszem Słowińskim odwiedzić pana Alijev i jego rodzinę. Oto ich wrażenia:
Rodzina mieszka w małym, kilkunastometrowym pokoju w jednym z dwunastu domów dla cudzoziemców pod Warszawą – Otrębusy koło Podkowy Leśnej. Placówka ta jest dawnym budynkiem wojskowym położonym w głębi lasu. Najbliższy przystanek autobusowy znajduje się tak daleko (ok. 2 km), że dojazd do szpitala zajmuje kilka godzin. Placówka nie oferuje dostępu do Internetu, z czym państwo Alijev muszą sobie radzić korzystając z kosztownych – w ich sytuacji materialnej – kart SIM (pre-paid). Pomimo, że na piętrze, na którym ulokowana jest rodzina mieszka około 20 osób, znajduje się tam tylko jedna toaleta dla każdej płci i tylko trzy prysznice. W stołówce obowiązuje standardowy jadłospis, a szczególne potrzeby żywieniowe chorych dzieci nie są brane pod uwagę i nie są realizowane. Pan Alijev i jego żona dostają po ok. 80 zł miesięcznie, dzieci nieco więcej tak zwanego kieszonkowego. Większość pieniędzy muszą przeznaczyć na jedzenie dla dzieci. Po sześciu miesiącach rodzinie grozi utrata prawa do kieszonkowego. Sprawa o azyl jest w toku, jednak większości Czeczenom w Polsce grozi deportacja. Mogą oni przedłużyć swój pobyt poprzez odwołanie się od decyzji. Może to trwać kilka lat. Pan Alijev mówi, że jego brat został zamordowany (dokonano egzekucji) w Czeczeni, a jego rodzinie także grożą tortury i śmierć. Z powodu ich doświadczeń, rodzinie ciężko jest mówić o przeszłości w innym celu niż dostarczenie dowodów w ich sprawie.
Gorsza jest sytuacja niepełnosprawnych dzieci: tytanowe naczynie w głowie dwulatki działa, jednak dalsze leczenie zostało przerwane. Polskie szpitale ograniczają się do monitorowania niezbędnych kwestii. Rozwój dziewczynki jest znacznie opóźniony w stosunku do innych dzieci w jej wieku. W Berlinie wielkim postępem było to, że nauczyła się siedzieć. Przed deportacją, w dalszych etapach leczenia miała też nauczyć się chodzić i mówić. Odkąd są w Polsce, jak mówi ojciec, dziewczynka nie poczyniła żadnych postępów. Jedno z bliźniąt, czteroletnia córka państwa Alijev potrzebuje operacji, która w Polsce nie zostanie wykonana. Dziewczynka nie chodzi. Tomasz Słowiński ciągle monitoruje sytuacje Państwa Alijev. Warto dodać, że Samodzielny Publiczny Dziecięcy Szpital Kliniczny w Warszawie, w którym przebywała najmłodsza córka Państwa Alijev pod opieką ojca, nie zadbał w stopniu minimalnym o zapewnienie dziecku właściwej diety, informowano o braku jedzenia poza standardowym podawanym innym pacjentom. Panu Alijevowi zaproponowanie spanie przez ponad tydzień na podłodze przy łóżku córki i gdyby nie to, że otrzymał dmuchane łóżko, które zakupił z własnej kieszeni Tomasz Słowiński, cały pobyt w szpitalu spędziłby spiąć na podłodze. Tomasz Słowiński w miarę możliwości dostarczał też zakupione przez siebie artykuły spożywcze dla córki Pana Alijeva. Przy wypisywaniu dziecka ze szpitala doszło do kuriozalnej sytuacji, gdzie poinformowano Pana Alijeva o tym, że z powrotem do ośrodka dla cudzoziemców będzie musiał radzić sobie sam, jest to nawet nie tyle uciążliwe, co zagrażające życiu dziecka, które znajduje się ciągle w ciężkim stanie zagrażającym życiu i zdrowiu. Zrozpaczony tą sytuacją ojciec telefonował do Tomasza Słowińskiego, który wyjaśnił sytuację i dopiero wtedy, pracownicy szpitala odczuwając pewnego rodzaju presję, szybko poinformowali, że jednak znajdzie się karetka, która odwiezie Pana Alijeva z córką do ośrodka w Otrębusach. Ciągłe zainteresowanie sytuacją Państwa Alijev wywarło też w pewnym sensie pozytywny skutek, ponieważ Pan Alijev wraz z córką wyjechał na turnus rehabilitacyjny. Pomimo całej sytuacji i staraniom Panu Alijev nie udało się uzyskać dla niepełnosprawnych dzieci żadnych świadczeń wynikających z niepełnosprawności dzieci, a nawet prawnego stwierdzenia takiego faktu pomimo tego, że wcześniej władze niemieckie wydały stosowny dokument stwierdzający taką niepełnosprawność.
Los rodziny Alijev jest „zawieszony w powietrzu” nie mają perspektyw dalszego życia w kraju, w którym będą czuli się bardziej bezpiecznie niż w swojej ojczyźnie, z której musieli uciekać. Perspektywa deportacji do Czeczenii, gdzie czeka na nich śmierć podsyca strach, a depresje potęguje bezradności. Mijają kolejne miesiące, a Polscy urzędnicy nie mogą ustalić statusu Państwa Alijev, jako uchodźców politycznych. Bez jego uzyskania będą zmuszeni do opuszczenia także Polski i powrotu do kraju pochodzenia.
Ta konkretna sprawa to tylko wierzchołek góry lodowej! W ośrodkach podobnych do tych, jaki znajduje się w Otrębusach przebywa setki, jeśli nie tysiące rodzin, których sytuacja jest podobna. Zła polityka wobec uchodźców w Unii Europejskiej dała do ręki narzędzia takim krajom jak Niemcy do zrzucenia odpowiedzialności za uchodźców na kraje graniczne, takie jak Polska przy jednoczesnym braku wsparcia finansowego na ten cel. Mówiąc wprost niektóre kraje „pozbywają” się problemu uchodźców, którzy przebywają na terenie ich kraju wydalając ich do kraju, którego granice przekroczyli.
Apelujemy o pomoc!
Potrzebne są głównie ubrania zimowe, czyste i niezniszczone, najlepiej dla dzieci w wieku 2-15 lat (ze względu na inne dzieci również przebywające w ośrodku dla cudzoziemców w Otrębusach), jednak każda forma pomocy się przyda. Dary można zostawiać w redakcji Głosu Skierniewic i Okolicy, przy ul. Sienkiewicza 1 w Skierniewicach.





