W świecie dzielnicowego mł. asp. Sebastiana Krysiaka absurd miesza się z dramatem. Raz musi tłumaczyć mieszkance Skierniewic, że policja nie zajmuje się wybielaniem śniegu na jej posesji, innym razem walczy o to, by dziecko z rozbitej rodziny nie musiało wracać do domu okrężną drogą ze strachu przed oprawcą. Kandydat w plebiscycie #SuperDzielnicowy 2026 udowadnia, że w tym zawodzie bycie „człowiekiem” jest ważniejsze niż jakikolwiek mandat.
Młodszy aspirant Sebastian Krysiak od pięciu lat nosi policyjny mundur, a od dwóch jest dzielnicowym, opiekuje się rejonami numer 5 i 6 w Skierniewicach. Choć jego codzienność to miasto, zakres spraw, z którymi pukają do niego mieszkańcy, wykracza poza jakiekolwiek podręczniki prawa.
Czarny śnieg i granice absurdu
Praca dzielnicowego to często poligon cierpliwości. Mł. asp. Krysiak z trudem powstrzymuje uśmiech, wspominając telefon z ubiegłego grudnia. – Zadzwoniła pani z informacją, że śnieg na jej posesji jest czarniejszy niż u sąsiada i ona oczekuje, że policja coś z tym zrobi – opowiada.
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i fotorelacje. Jesteśmy tam, gdzie nasi czytelnicy!
Choć sytuacja brzmi jak żart, aspirant musiał zareagować profesjonalnie. Podczas obchodu odwiedził kobietę, by uświadomić jej, że dzielnicowy nie jest od utrzymania czystości w mieście, a bezpodstawne wezwanie może skończyć się 500-złotowym mandatem. – Warto się zastanowić dwa razy, zanim wybierze się numer do dzielnicowego w takiej kwestii. Nasza pomoc może być w tym czasie potrzebna komuś, czyje życie jest realnie zagrożone – ucina krótko.
Kiedy milczenie staje się współwiną
Najtrudniejsze bitwy Sebastian Krysiak toczy jednak nie z „czarnym śniegiem”, ale z ludzką obojętnością. W swojej pracy kładzie ogromny nacisk na uświadamianie mieszkańców, że podgłośnienie telewizora, by nie słyszeć awantury za ścianą, to najgorsze z możliwych wyjść.
– Najważniejsze to nie mieć sobie kiedyś nic do zarzucenia. Żeby nie obudzić się z myślą: „mogłem zadzwonić, a teraz zostało tylko wspomnienie” – mówi z przejęciem aspirant. Szczególnie mocno wybrzmiewa jego troska o najmłodszych, którzy są niemymi świadkami przemocy domowej. Dla mł. asp. Krysiaka największą nagrodą w służbie jest myśl o przyszłości tych dzieci.
– Chodzi o to, by spotkać takie dziecko za kilka lat na ulicy i móc mu powiedzieć: „Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy”. Żeby to dziecko mogło dziś iść uśmiechnięte, a nie martwić się o 15:00, czy wracać do domu, czy błądzić okrężną drogą, byle tylko nie widzieć sprawcy przemocy. Chodzi o to, by przestało wegetować, a zaczęło żyć – podkreśla policjant.
Mit biurka i „ludzkie” podejście
Mł. asp. Sebastian Krysiak stanowczo obala mit dzielnicowego, który jedynie pije kawę za biurkiem. Dla niego to służba „pierwszego kontaktu” – od pomocy w wymeldowaniu uciążliwego lokatora, po mediacje sąsiedzkie o dokarmianie gołębi czy kotów. Zaznacza jednak, że nie każda interwencja musi kończyć się karą.
– Człowiekiem trzeba być w każdej sprawie. Za przestępstwo pouczyć się nie da, ale w sprawach błahych rozmowa i zrozumienie działają lepiej niż mandat – tłumaczy. Pytany o to, co on sam powiedziałby swojemu dzielnicowemu po zdjęciu munduru, odpowiada filozoficznie: zapytałbym go, czy po latach pracy wciąż potrafi patrzeć na ludzi tak samo i czy w jego służbie nie zabrakło tego najważniejszego – ludzkiego podejścia.
Młodszy aspirant Sebastian Krysiak w rewirach 5 i 6 nie jest tylko urzędnikiem w mundurze. Jest strażnikiem normalności, który wierzy, że jedna odważna informacja od sąsiada może zmienić czyjeś „wegetowanie” w prawdziwe życie.





